Bloog Wirtualna Polska
Są 1 205 772 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Szukaj tematycznie:

Pośród Przeszkód- wersja zimowa

środa, 22 lutego 2012 21:44

Hej! ;]

Dawno nie pisałam, co? ;p A więc- dodaję rozdział, postacie w wersji zimowej (jeśli tak to mogę nazwać ;pp), oraz przedstawiam nowy desing bloga ;D Oklaski dla Karinki, mojej siostry- magik z niej komputerowy, no nie? ;] Mam nadzieję, że wrócimy do normy. Martyna, to też trochę dla Ciebie. Nie załamuj się tak od razu, bo to bez sensu. Ale! Cieszmy się tym, co mamy, zaczynającWielki Post! :)

Estera Isia

 Natalia :)

 Martyna :)

 Krysia ;)

 Ines :)

 Ada :)

 Karol :)

 Edward :)

I jeszcze takie jedno zdanie- z lekką aluzją:

"Ludzie, którzy się kochają, powinni żyć razem" ~ Jab We Met


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Pośród Przeszkód, Ona nie należy do ciebie

środa, 22 lutego 2012 21:24

Rozdział XI

"Ona nie należy do Ciebie"

 

Ines stała na środkowym tarasie, wychodzącym z pokoju dziewczyn. Była ciemna noc. Księżyc oświecał uśpione miasto. Niebo skrzyło się od gwiazd. W głowie dziewczyny panował niepokój. Nie tańczyła już razem z Karolem. Dostali dwa oddzielne układy. No cóż, przepadło. Jedyna myśl, która nie dawała jej spokoju, przeszywała ją na wylot. Co, jeśli Karol widział Rohana? Tego by jej nigdy nie wybaczył. Otrząsnęła się. Ręce miała lodowate. Wszystko naokoło było jakieś zimne i niewdzięczne. Dałaby sobie głowę uciąć, że gdyby nie zaistniała sytuacja, również wyszedłby na balkon obok, który zresztą był połączony z tym, na którym stała.

-Dobry wieczór, Ines.- wyszeptał jakiś głos. Dziewczynie zamarła krew w żyłach, lecz odwróciła się gwałtownie. Zobaczyła uśmiechniętego Rohana.

-Jak tylko mnie dotkniesz, zacznę krzyczeć.- oznajmiła, nieco podniesionym tonem. Nerwowo poprawiła czarne bolerko.

-Spokojnie. Przyszedłem Cię przeprosić... A nie robić cokolwiek innego.- odpowiedział, patrząc w niebo. Westchnął.

-Jak tu wszedłeś?- zagadnęła, gdy oprzytomniała po części.

-Po tej rynnie, ale to jeszcze chwilę przedtem, jak wyszłaś.- powiedział po czym wskazał palcem w tamtą stronę.

-Tak wysoko?...- spytała Is, nie dowierzając.

-Obóz się przydał.- to mówiąc, włożył ręce do kieszeni jeansów i podszedł bliżej brązowowłosej.- Ale przechodząc do sedna sprawy- ciągnął dalej- zachowałem się wtedy chamsko. Wiem, co pomyślałaś. Że nie mam duszy, sumienia i te inne. Nie jestem miejscowym casanovą, tylko oprowadzam nowych uczniów po szkole, a nigdy wcześniej Ciebie nie widziałem. Znam Leel, a kiedy ostatnio widziałem Rishiego, wspominał, że przyjechała z przyjaciółmi. Skojarzyłem dopiero na końcu, że mówiłaś prawdę.- Ines rozbawiło to trochę. „Na końcu”. Widocznie nie wspominał tego końca z entuzjazmem.- Pomyślałem, że może na zgodę wyjdziemy gdzieś razem?... Lilka wspominała, że świetnie tańczysz. Widzę też, że przydałoby Ci się rozerwać, masz smutną minę. To co, jutro, o 19 przy ławce nad jeziorem? Obiecuję, będziemy się dobrze bawić.- zakończył i spojrzał na Ines, oczekując odpowiedzi.

-Tak, jasne.- bezmyślnie wypaliła uśmiechając się. Nagle zapragnęła cofnąć czas o te parę sekund. Co ona zrobiła? Czy faktycznie nie potrzebuje już Karola?

-Świetnie!- odpowiedział z satysfakcją w oczach.- Pamiętaj, że...- urwał, bo dziewczyna spojrzała na niego mylącym, bo złym wzrokiem, powstrzymując go od dokończenia czymś równie głupim i dobitniejszym zarazem.-...przepraszam.- wyszeptał, po czym zrobił krok ku Ines, natomiast ta zrobiła krok w tył. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, ale w pewnym momencie brązowowłosa oparła się o barierkę. Teraz nie mogła już się oddalić. Natomiast chłopak podszedł bliżej. Ines zalała fala gorąca ze strachu. Nagle ktoś chwycił go od tyłu za nadgarstki i gwałtownie odciągnął od dziewczyny, po czym jedną ręką zakrył usta.

-Łapy z daleka, psie. Ona nie należy do ciebie.- warknął tamten chłopak. Rohan wyrwał się z uścisku i oddał mocny cios w twarz swojemu napastnikowi. W ciemnościach, które panowały, Ines nie widziała zbyt wiele, ale była równie przerażona, jak w momencie, w którym stał przy niej hindus. Po chwili jednak Rohan wylądował na barierce tarasu. Ten drugi chwycił go za nogi i podniósł je do poziomu, sprawiając, że hindus opierał się tylko na rękach.

-Teraz efektywnie spuszczę Cię na dół, pasuje?- syknął i przerzucił go przez barierkę. Ines usłyszała donośny plusk wody. Wpadł do basenu. Dziewczyna podbiegła do chłopaka, który to zrobił.

-Co ty mu zrobiłeś?!- krzyknęła dosyć donośnie, chwytając go za nadgarstki, lecz gdy odwrócił głowę, oniemiała, a na jej twarzy nastąpiła diametralna zmiana. Z furii na okropnie głęboki żal.- Karol?...- szepnęła. Z nosa leciała mu krew, a oczy zdradzały zmęczenie. Rozluźniła ręce na jego nadgarstkach. Podniosła jedną ręką chcąc zapobiec dalszemu krwotokowi, lecz on chwycił ją delikatnie i pociągnął w dół. Ten gest jeszcze bardziej ją skruszył.- Po co to wszystko?...

-I tak nie spałem. Poza tym- westchnął- nie mogę patrzeć...- przygryzł dolną wargę.

-Na co nie możesz patrzeć?! Jesteś zazdrosny, czy co?!- syknęła, przypominając sobie ostatnią próbę.

-Tak, jestem.- odpowiedział już trochę zniecierpliwiony.- Najpierw wpada na ciebie umyślnie, potem odwiedza nocą na balkonie, przy czym próbuje pocałować? Myślisz, że cieszy mnie, gdy widzę, jak się odsuwasz, a on mimo wszystko robi krok do ciebie? Myślisz, że miałbym sumienie, nie zapobiec rzeczy, której nigdy byś sobie nie wybaczyła?!- mówił już z irytacją w głosie.

-No i co z tego, jak by to zrobił?!- warknęła.

-A może chciałaś, żeby cię pocałował? Przyznaj, że tego chciałaś!- krzyknął.

Dziewczyna milczała, patrząc w podłogę.

-Wiesz, jakie jeszcze inne rzeczy mógł zrobić?!- syknął.

-Czy jestem twoją dziewczyną, żebyś śledził z kim rozmawiam i co robię?!- wrzasnęła.

-Nie, nie jesteś, Is.- odpowiedział cicho.- Ale nie darowałbym sobie nigdy, gdyby cię skrzywdził w jakikolwiek sposób. Wiesz co takiemu idiocie chodziło po głowie? Miałem ochotę go zabić, rozumiesz?!-krzyknął.- Że ten basen musiał tu być...- Ines, mimo całej urazy, jaką chowała do Karola w tym czasie, miała ochotę rzucić się w jego ramiona i wypłakać te wszystkie łzy, które piekły ją pod powiekami.- To tylko dla Ciebie, Is. Idź już spać i nie wychodź więcej na balkon. Dobranoc.

-Ale...- zaczęła cicho, patrząc na jego zakrwawiony nos i usta.

-Poradzę sobie sam.- oznajmił spokojnie, po czym otworzył drzwi do pokoju dziewczyn.- Wejdź, proszę.- Is posłusznie spełniła polecenie.

-Dobranoc, Karo.- szepnęła, patrząc mu w jego głębokie, szare oczy. Uśmiechnął się lekko, ścisnął, a następnie puścił jej dłoń. Zamknął za nią szklane, drzwi. Patrzyli jeszcze kilka sekund na siebie po czym chłopak odszedł w stronę ich pokoju. Ines jak najciszej zeszła na dół. Ułożyła się na poduszce czując okropną pustkę, która nie dawała jej spać. Po policzku sporadycznie spływały jej łzy, które wsiąkały w biały, miękki hamak.

 

I potem jak tu pisać, jeśli nikt nie czyta? ;P


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Pośród przeszkód, Martyna na próbie

wtorek, 27 grudnia 2011 21:01

Rozdział X

"Martyna na próbie"

Martyna kroczyła po czerwonym dywanie. Nie wiedziała, co zastanie na sali 84. Kto będzie na nią czekał? Zatrzymała się. Czarna spódniczka łagodnie falowała w przeciągu. Na drewnianych drzwiach namalowana była tęcz w językach ognia. Możliwe, że było to związane ze scenerią i klimatem tańca. Delikatnie położyła rękę na klamce. Zawiasy lekko zaskrzypiały. Na jej twarz padły jasne promienie światła. Zmrużyła oczy. Na jednej ze ścian widniało gigantyczne lustro, a reszta stanowił malowidła z jakiegoś balu. Wiele dziewczyn; każda w sukience innego koloru, oraz chłopacy; wszyscy w czarnych garniturach i kapeluszach.

-Witaj.- zaczął jakiś głos. Po chwili z obrazu wyłonił chłopak ok. 20 lat. Dziewczyna nie zauważyła go wcześniej, tak idealnie się wkomponował. Wyglądał zupełnie tak samo jak ci na obrazie.- Jestem Sameer. Usiądź, Martee. Rishi zraz będzie.

-Mam na imię Martyna, nie Martee.- wydukała.

-Zmieniłem trochę na hindi, bo nie przepadam za polskimi imionami. Są trudne do wymowy.- rzucił.

-Ah, powiedz, dlaczego Rishi? Nie ma swoich zajęć?- spytała lekko zirytowana.

-Ma je właśnie tu.- odpowiedział.

-Po prostu świetnie.- wyszeptała z dezaprobatą i usiadła na jednej z haftowanych poduszek. Dopiero teraz zauważyła, że Sameer ma blond włosy- i to jest hindus? Nowa zagadka to rozgryzienia. Chłopak, widząc, że na niego patrzy, spojrzał na nią wnikliwie. Jego zielone oczy błysnęły. Martyna jedną ręką podparła brodę, a drugą okręcała kosmyk włosów wokół palca. Chciała sprawdzić jego charakter.

-Jesteś irytująca.- stwierdził po chwili namysłu.- Ale zapomnij chociaż na chwilę o Edwardzie.

-Co...?! Jak?! O co Ci chodzi?! Nie rozumiem?! Jak mogłeś?!- wybuchnęła potokiem słów- SKĄD WIEDZIAŁEŚ?!

-Spokojnie, młoda.- westchnął.- Soniya mi powiedziała.

-Soniya?...

-Tak, siostra Rishiego.

-Skąd wiedział Rishi też się domyślam. Ale kim dla ciebie jest Soniya, że mówi Ci takie rzeczy?

-Jest moją...- tu się zaciął-...koleżanką.

-Koleżanką... rozumiem.- odpowiedziała Martyna z szyderczym uśmiechem.

-Co się tak gapisz, małolato?- syknął.

-Oho, zaborczy!...- zaśmiała się.

-Nigdy nie spotkałem tak wrednej dziewczyny jak ty.- uznał z dezaprobatą.

-Aż do teraz.- rzuciła Martyna- Pamiętaj, nie oszczędzę cię!

Zanim Sameer zdążył cokolwiek powiedzieć, na salę wpadł Rishi.

-Hej Sam, hej Marts- rzucił przez ramię. Łupnął plecakiem w stronę Martyny.- Wyciągnij moją bluzkę.- zwrócił się do niej.

-Chyba cię pogrzało- syknęła- Nie jestem madam Lilka.

-No i właśnie dlatego tobie kazałem to robić. Leelu źle by to odebrała, nie sądzisz?- spytał.

-Sądzę, że Lilka prędzej padłaby z wrażenia.- Martyna westchnęła, rozpięła plecak i śwignęła bluzką w jego stronę. Podszedł do niej.

-Skąd wiesz?- zapytał ciekawsko- Mówiła ci?

- A co chciałbyś usłyszeć?

-Hmm...- zakaszlał- no nie wiem.

-Jeśli się nie wie, co się chce, trzeba iść do psychiatry.- dziewczyna puściła do niego oko, a ten zmierzył ją wzrokiem, po czym odwrócił się i ściągnął koszulę- Teraz nie patrz- zaśmiał się. Po czym zaczął zakładać bluzkę.

- Same romanse. Sameer i Soniya, Rishi i Leely...- wymruczała. Chłopak natychmiast spojrzał na nią z niedowierzaniem.

- Sameer i Soniya?- spytał lekko zdziwiony. Sameer stał i majstrował coś przy radiu, udając głuchego.- Romans?!

-Tsa.- mruknęła dziewczyna. Blondwłosy groźnie na nią spojrzał. Zrozumiała, że to jakiś sekret.-Żarty takie, no...- wydukała z wymuszonym uśmiechem. Czarnowłosy zerknął na niezłomną Martynę.

-Macie szczęście.- burknął Rishi.- To przez Sama ma chore oczy.

-Znowu zaczynasz?- blondyn był rozwścieczony.- Nie ja kazałem przechodzić jej obok wybuchającego domu.

-Iskry zabrały jej bary życia, Martyna.- powiedział dość poważnie- Boję się pomyśleć, co straciłaby, gdyby nadal nawiązywała z tobą kontakt, Sameer.- warknął.

- Łał, Rishi, zastanawiam się, co ty napisałeś w liście do Leely, jeśli już teraz tworzysz takie poezje. Uczyłeś się od Szekspira?- zażartowała dziewczyna dla złagodzenia sytuacji.

-Skąd?!...- zaczął, ale Martyna wstała i chwyciła obu chłopaków za nadgarstki i zaciągnęła na środek. Zdziwieni również ruszyli z miejsc.

-Chyba mieliśmy tańczyć, no nie?- zaśmiała się uroczo dziewczyna, kręcąc spódniczką. Sameer i Rishi zaśmiali się w głos. Cała trójka zaczęła wariować. Robili wszystko, co przyszło im do głowy. Nagle, na sali rozniosło się donośne „ekhem”. Martyna, która siedziała u Sameera na barana prawie zemdlała. EDWARD I LILKA WSZYSTKO WIDZIELI!

-Wy tak zawsze, czy jak wam odbije?- prychnął Edward.

-Zależy, Ed. Dzisiaj, to był mój pomysł.- odpowiedziała Martyna, podpierając się o głowę Sama. Leely przeżywała ciężki szok. Rishi zaczął tracić kontrolę nad sobą.

-Ja i Leel przyszliśmy prosić was o pomoc, ale chyba macie lepsze zajęcia.- westchnął.- Nie umiem razem zgrać kroków.

-A nie mówiłam, że lepiej wypadłbyś ze mną?- okrzyknęła Martyna z uśmiechem i zaklasnęła w dłonie.

-Nie wiem, czy chciałbym nosić cię na barana.

-Oj, a zazdrościsz Samowi i Ri?...- mówiła słodko.- To co, idziemy na taki układ, Ri? Ty godzinkę z Lilką, ja z Edem?- pomrugała oczyma do hindusa.

-D-d-dobrze...- wydukał.

-A ja?- rzucił ironicznie Sameer.

-Ty masz wolne.- odpowiedziała Martyna, po czym zmierzwiła mu włosy, bo nadal siedziała na jego barkach.- Do zobaczenia o czternastej, Edward. A teraz zmykac mi sta musimy jeszcze poćwiczyć.- stwierdziła, po czym zrezygnowani Ed i Leely wyszli.- No to co, chłopacy, tańczymy?- zaśmiała się w głos.

 

Tylko Martyna dała numerek więc szczerze mówiąc- zawiodłam się :( Ale, co ważne zdobyłam sie na dodanie tego badziewia.

Isia


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Niespodzianaka świąteczna :)

sobota, 17 grudnia 2011 10:32

Hej ;]

Wiem, wiem, dawno nic nie dodawałam, ale ostatnio ( no dobra, w październiku) napisałam dwa rozdziały, jak już wspomniałam u Ady, tylko nigdy nie mogę sie zabrać za ich przepisanie. Aż się śmiałam, że dam Martynie, ta zrobiłaby to z chęcia, ale musiałabym zrobić potem dogłębną korektę przecinków, kropek etc. ;D No.. Więc tak sobie pomyślałam, że w Wigilię, wieczorem, albo rano, w pierszy dzień świąt dodam te dwa rozdziały (uuuhhh ;p) i jakiś dodatek związany z Pp. Żeby nie było, wy decydujecie jaki ;D Wpiszcie w komentarzu numerek od 1-3, których bedzie najwięcej, o takiej tematyce dam dodatek ;p <Martyne pewnie wzięło zdziwko, bo nic jej o tym nie mówiłam ;D>

 

Estera Isia ;)


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: od Isi

komentarze (8) | dodaj komentarz

Pośród przeszkód, Is też ma pazurki

poniedziałek, 17 października 2011 21:06

Rozdział IX

"Is też ma pazurki"

Nie mieli dużo czasu. Tylko pięć dni treningów. Szóstego konkurs, na który mieli przyjechać wszyscy znani aktorzy Bollywoodzkiego kina. Tym bardziej, że dzięki Leely i Rishiemu dostali głowne role. Chociaż dostali nie tylko to. Nocowali u hindusa w jego wielkiej willi. Sypialnia służąca dziewczynom miała sześć wielkich hamaków, a na każdym wyszyte imię. Po lewej i prawej stronie, zaraz przy ścianach znajdowały się małe balkoniki z czystego marmuru. Mury pokoju były spowite czerwono-złotą mozaiką. Na samym środku majestatycznie widniały ogromne schody prowadzące na obszerny taras z widokiem na jezioro. Pomieszczenie było wspaniale oświetlone za pomocą obszernych okien.

Chłopacy spali w chmurach, można powiedzieć. Wchodząc, pierwszy krok stawiałeś na niebie. Na miękkiej podłodze leżały gdzieniegdzie poduszki. Wszystkie ściany wytapetowane były w białe chmury na niebiosach. Tyle, jeśli chodzi o nocleg.

***

-Bądź hindusem, nie niemcem, Karo!- krzyczała Ines. Stała na sali 206 z groźną miną, rozpalonymi policzkami i wściekłymi oczami. Chłopak zaplanował sobie, że robiąc takie wpadki Is będzie zostawać na sali dłuzej. Codziennie mieli przepracować dwie godziny, maksymalnie pięć. Może pomysł był dobry, ale hamski po prostu. Is to wszystko irytowało.

-Czy ty naprawdę musisz tak krzyczeć?!- warknął Karol.

-Czy ty naprawdę musisz robić z siebie idiotę?!- wrzasnęła.

-Czy nie możesz mi pomóc, jeśli coś sprawia mi trudność?- spytał spokojniej, udając głupiego. Spojrzał wymownie. Dziewczyna odsunęla się, skrzyżowala ręce. Myślala chwilę.

-Oczywiście!- prychneła i ruszyła w stronę butów. Na niebieskie saree narzucila chustę z bogatymi zdobieniami.

-Co robisz?- zapytał chłopak trochę zdziwiony.

-Wywnioskowałam, że to ja jestem Twoim problemem.- mówiąc to pobladła lekko.- Kiedy zrozumiesz swoje błędy, zrozumiesz moje zachowanie. Oddaj mi mój czas. Żegnaj. Oszukałes mnie.- przetarła oczy i skierowala się do wyjścia.

-Nigdy nie mów żegnaj. To odbiera nadzieje na ponowne spotkanie.

-Przetańczyłam swoje dwie godziny, nie zatrzymuj mnie.- syknęła. Jak mogła nie zareagować na swój ukochany cytat? Nie, to jeszcze bardziej ją dotknęło. Trzasnela drzwiami. Karol bezgłośnie opadł na ziemię i przeklął się w myślach. To miało być na prawdę jego ostatnie pożegnanie?...

Świeciło słońce. Ines szła zatłoczona ulicą. Dręczyło ją sumienie. Zrobiła dobrze, czy nie? A jeśli wziął sobie do serca to co powiedziała, i coś sobie zrobił? Stanęła. Chciała zawrócić. Niestety "coś" ją uziemiło. Stykali się nosami, o mało co ustami.

-Jak leziesz, ośle?!- krzykneła zirytowana prosto w twarz temu, kto na niej leżał. Chłopak zaraz potem wstał i otrzepał ubranie.

-Hej, Miss Indii- zgadnął. Był ubrany w czerwono-białą, kraciastą koszulke, a czrna grzywka zalotnie spadała mu na zielone oczy. Is zrobiło się głupio.- Skąd jesteś?

-Talwar Bollywood Dance Centre.

-Ale na pewno nie jestes stąd. Gdybyś tu mieszkała, dawno byś mnie poznała.- skrzyżował rece na piersiach i uśmiechnał się.

-Rozumiem, że jakiś miejscowy casanova?- rzuciła Is. Widocznie nie ochłonęła z sarkazmów.

-Rozumiem, że jakaś zarozumiała księzniczka w saree, która nie będzie wiedziec, co teraz powiem?- w tej chwili przybliżył się do niej i wyszeptał po hindi coś w stylu "wpadłem na ciebie umyślnie". Dziewczyna doskonale wiedziała, co powiedział. Przez rok mieszkała w Dehli.

-Tylko niewychowani ludzie są do tego zdolni.- odpowiedziała w tym samym języku. Chłopaka wmurowało.- Poza tym, mieszkam na SavolStreet 15, jesli coś ci to mówi. Bez zdziwka, znam go bardzo dobrze.

-Nie wierzę ci, przybłędo z ulicy.-syknął.

-On...On...- Is skutecznie zaczęła udawać,że placze.- nazwał mnie przybłędą!...

-Zamknij sie, proszę!- wrzasnał. Dziewczyna oparła się o znak Stop.

-Nie szanuje mnie!...-pisnęła.- on mnie obraża...!

Chwycił ją za nadgarstki.

-Zamknij się, rozumiesz?!- warknął. Ines chciała się uwolnić. Zrobiło się niebezpiecznie. Stwierdziła, że jeśli nie po dobroci, to trzeba zastosować drastyczniejsze metody. "Teraz, albo nigdy!"- pomyślała. Znienacka kopnęła go w czułe miejsce. Chłopak zaczął zwijać się z bólu. Ludzie, którzy stali dookoła zaczęli śmiać się i klaskać. Is pochomała z premedytacją do swojej publiki. Faktycznie, scena była zabawna w jakimś sensie. Brązwłosa schyliła się do chłopaka.

-Te różowe usta ci nie szczernieja, kiedy wyjdzie z nich przepraszam.- wyszeptała. Spojrzała na jego bransoletkę.- drogi... Rohanie. Tak poza tym, jestem Ines. Żegnaj.

-Jeszcze się zobaczymy, Ines.- powiedział najciszej jak się dało, bo to był głos z nutą... nikłej miłości? Ich tarze oblały się szczerymi rumieńcami. Ines obróciła się jak najprędzej i zaczęła przeciskać się poprzez tłum. Nagle mignęła jej twarz Karola. Chciała jej odszukać, lecz na próżno. Czy on to wszystko widział?...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

sobota, 1 października 2016

Licznik odwiedzin:  2 449  

Szukaj tematycznie:

Co tutaj znajdziesz?

Hej :) Mam na imię Estera. Piszę tu opowiadanie "Pośród przeszkód". Jeśli wpadłeś tu przypadkowo- chociaż zerknij, może historia ośmiu zwariowanych nastolatków Cię wciągnie? ;) Miłego czytania! ;D

Statystyki

Odwiedziny: 2449
Wpisy
  • liczba: 16
  • komentarze: 73
Bloog istnieje od: 1894 dni

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Zagłosuj, proszę :)






zobacz wyniki

Zasubskrybuj mnie:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to!

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl